|
ARTYSTA...
jeśli nie mam innego wyjścia to oczywiście mogę być i artystą.
Przede wszystkim jednak uważam się za człowieka, a w każdym razie
dążę do tego, żeby być człowiekiem. Cały czas pracuje nad sobą.
Myślę, że się rozwijam. Coraz więcej rozumiem.
BRACIA...
mam trzech. Wszyscy są muzykami. Wspólne granie zdarza się jednak
bardzo rzadko. Oni czują inne rytmy. To poważni muzycy, kameraliści,
filharmonicy. Z Jerzym i Leszkiem spotkałem się w 1996 roku w
Orkiestrze Sonetowej. Ponad rok temu w czwórkę zagraliśmy kilka
koncertów z płytą „No 17”. Bracia robili za chórek
CZERŃ...
lubię. Jednak latem, w gorące słoneczne dni zdarza mi się ją
zdradzić. Czerń jest dla mnie delikatna manifestacją. Poza tym
wyszczupla.
DZIECI...
czy pójdą w moje ślady? Trudno powiedzieć. Kochają muzykę.
Najstarszy syn gra świetnie na bębnach. Młodszy Antoś także lubi
muzykę, ma jednak ścisły umysł. Pozostała dwójka, trzyletni bliźniacy,
są ciągle niezdecydowani.
EGZOTYCZNA
KUCHNIA... mija mi
powoli okres fascynacji egzotycznymi potrawami. Czasami zjem tajskie
jedzenie czy japońskie sushi – to doskonałe dla organizmu. Mój
stosunek do jedzenia zmienił się gdy przekroczyłem krytyczna granicę.
Nie tak dawno ważyłem 105 kg
. Źle się z tym czułem. Zacząłem od czterodniowej głodówki.
Dziś staram się unikać słodyczy.
FORSA...
jest ważna. Lubię mieć pieniądze. Jednak umiem tez ich nie mieć.
Nie zdarzyło mi się jeszcze abym miał tyle pieniędzy, że nie
wiedziałbym na co je wydać. Pierwsze pieniądze zacząłem zarabiać
mając 16 lat. Grywałem na ślubach w moim rodzinnym mieście w
Gliwicach. Byłem zastępcą organisty. Bywały takie soboty, w które
potrafiłem zarobić połowę miesięcznej pensji mojego ojca.
GŁÓWNĄ
MOJĄ WADĄ JEST...
egocentryczne przekonanie, że wszystko kręci się wokół mnie. Ważne
jest,
aby czuć się w życiu kimś unikalnym. Łatwo można jednak
przesadzić i wpaść w autorytaryzm, który u siebie staram się
zwalczać wszelkimi sposobami.
Staszek
Soyka |
|
*
śpiewak jazzowy, pianista, kompozytor
*
urodził się 26 kwietnia 1959 roku |
|
HOBBY...
nie rozumiem tego pojęcia. Już samo życie jest tak złożone i
fascynujące, że nie staram się wyszukiwać jakiś dodatkowych zajęć.
No i mam muzykę...
INSPIRACJE...
najczęściej piszę wtedy gdy w mojej głowie pojawia się refleksja.
Nie piszę pod przymusem i rzadko zmuszony jestem szukać jakiegoś
natychmiastowego natchnienia.
JAN
PAWEŁ II... to
prawdziwy mąż opatrznościowy. Dobry duch nie tylko dla nas, jako
wspólnoty narodowej, ale dla wielu narodów. Byłem na jednej z jego
pielgrzymek. Te wizyty kreują tłum, który w żaden sposób nie jest
niebezpieczny, agresywny. Zdarzało mi się, że słyszałem od ludzi
zdania typu „ Kiedyś czekaliśmy na pielgrzymkę papieża z
niecierpliwością, byliśmy podnieceni, a teraz emocje są jakby
mniejsze"” Na taki osąd mogą pozwolić sobie tylko osoby
niezwykle powierzchownie pojmujące świat i papieski pontyfikat.
LECH
WAŁĘSA... jestem
pełen szacunku dla tego człowieka. Nie przeszkadza mi ani jego
dziwna zawiła retoryka, ani wiele innych faktów, które drażnią część
osób. Życzę mu wielu lat zdrowia i przyjemnych, spokojnych poranków
na rybkach.
MUZYKA...dzisiaj
w moim magazynku w odtwarzaczu znajduje się
„Kaya” Boba Marleya, „So” z 86 roku Petera Gabriela,
Radiohead „ OK. Computer”, Coltrein Transistion i składanka
Stinga z „Policjantami”.
NAJWAŻNIEJSZA
U KOBIETY JEST...
osobowość.
OJCIEC...
ojcostwo to dla mnie
godność i obowiązek. Warto pamiętać, że związki to nie
sznurki tylko pewna sytuacja duchowa, kontakt. Zdarzało mi się nie
widzieć z synami tygodniami. Nie byłem i nie jestem typem ojca, który
przychodzi codziennie po pracy do domu. Musiałem przełożyć ilość
czasu spędzanego z dziećmi na jakość. Dzieci mają prawo do
odczuwania, że traktuje się je poważnie, słucha, przejmuje ich
problemami. Udaje mi się, z czego bardzo się cieszę,
utrzymywać z moimi czterema synami, dobry kontakt. Nawet
najstarszy 18-letni Kuba, często szczerze ze mną rozmawia. Choć ma
na pewno swoje intymne sprawy, o których nie mówi. Szanuję jego
prywatna sferę. Ja także potrafię mówić mu szczerze o trudnych
dla mnie sprawach.
PAPIEROSY...
cały czas strasznie dużo palę. Aż wstyd się przyznać ile. Jeśli
chodzi o inne używki, to zainspirowany wiadomościami, że czerwone
wytrawne wino działa przeciw miażdżycowo, lubię wypić sobie
kieliszek lub dwa tego napoju.
RADOŚĆ...
zawsze sprawia mi ją ludzka życzliwość.
SZEKSPIR...
od pierwszego zdania jakie przeczytałem, a było to w 1994 roku,
zakochałem się w Szekspirze. Był to „Sonet 75”, w przekładzie
Macieja Słomczyńskiego, w którym jest zdanie „Jesteś dla myśli,
jak dla życia jadło”. To było olśnienie. Kupiłem dostępne
przekłady. Czytałem je prawie rok, pisałem do nich muzykę. To był
początek do nagrania pierwszej płyty z poezja Szekspira.
TANIEC...
lubię, choć
nigdy się nie uczyłem. Czuję go doskonale choć taniec jest dla
mnie związany głównie z siedzeniem – bo zazwyczaj siedzę przy
fortepianie. Specjalnie chodzić na tańce nie chciałoby mi się.
ULUBIONE
MIEJSCE W WARSZAWIE...
zdecydowanie stara Saska Kępa.
WAKACJE...
nie mam systemu wakacyjno -urlopowego. Często wyjeżdżam w ciągu
roku, a latem pracuję. Na pewno nie potrafiłbym leżeć dwa tygodnie
na plaży i smażyć się na słońcu. Prawdopodobnie bym zwariował.
ZMIENIŁBYM
W SWOIM ŻYCIU...
jest kilka rzeczy, które bym wymazał. Moje sumienie cały czas nie
daje mi spokoju. Nie istnieje, niestety, czarodziejska gumka.
|