Strona główna serwisu  
Czwartek 09-09-2010

Aldony, Jakuba

TYTUŁ

Marcin Rychcik

Polski Jim Morrison

 

W otrzymaniu roli Jima Morrisona pomogło mu fizyczne podobieństwo do wokalisty legendarnej grupy The Doors i doskonały głos. Spośród ponad 100 kandydatów Arkadiusz Jakubik (Robokop z "13 posterunku") bez wahania wybrał Marcina Rychcika. 
Spektakl "Jeździec Burzy"(reż. Jarosław Jakubik) - opowiadający historię Jima Morrisona i The Doors - od kilku miesięcy zapełnia do ostatniego miejsca widownię warszawskiego Teatru Rampa. Przedstawienie ma szansę stać się - drugim po "Metrze" - kultowym polskim musicalem. Po każdym spektaklu przed garderobą ustawiają się tłumy fanek. Wiele z nich widziało musical już kilkanaście razy. Zakochane są zarówno w piosenkach The Doors, jak i przystojnym odtwórcy roli Jima, Marcinie Rychciku. 


Wiek: 27 lat „Jim Morrison w moim wieku był już na skraju wyczerpania nerwowego. Myślał o wyjeździe do Paryża. Powoli przechodził na tamten świat”
Miejsce urodzenia: Działdowo
Stan cywilny: kawaler
Znak zodiaku: skorpion
Wykształcenie: ukończył warszawską szkołę muzyczną II stopnia przy ul. Bednarskiej, na wydziale piosenki. - „Stawiałem tam pierwsze kroki na scenie. W ramach egzaminów odbywały się spektakle, które przygotowywał z nami Artur Barciś. Były to otwarte przedstawienia w Teatrze Ateneum, m.in. „Piosenki Edith Piaf”, „Kabaret”, „Cats”. Wszystko było naprawdę profesjonalnie zorganizowane”.
Obecnie studiuje na III roku polonistyki. Od ponad sześciu lat gra w „Metrze”. Od kilku miesięcy w warszawskim teatrze Rampa wciela się w postać legendarnego wokalisty grupy The Doors, Jima Morrisona. 

AMBICJE... muzyka rockowa. Przez kilka lat śpiewałem w zespole Talath Dirnen. Obecnie gram z grupą Beat Brothers rockowe standardy. Moim wielkim marzeniem było i jest zagranie głównej roli w musicalu „Hair”. Facet nazywa się Berger i jest przywódcą grupy hipisów. W ogóle interesuje mnie teatr, nie tylko muzyczny. Nowym wyzwaniem byłoby zagranie w filmie.

BÓG... jest.

CIUCHY... to stare kłamczuchy. Ludzie oceniają cię przez ich pryzmat.

DZIECIŃSTWO... miałem wręcz arkadyjskie. Biegałem za piłką albo po lesie z kumplami, bawiąc się w Indian i rycerzy. Zero stresów. Do Warszawy uciekłem mając 15 lat... Chociaż właściwie nie był to żaden gigant.

EMOCJE... łatwo się im poddaję. Jestem wybuchowy, czasem bardzo niecierpliwy. Ale bywam też wyciszony.

FANKI... ich obecność w czasie i po spektaklu świadczy o akceptacji postaci Jima. Pozwala mi to wierzyć, że wywiązałem się ze swojej roli dobrze. Jest kilkanaście dziewczyn, które pojawiły się na widowni wiele razy. Kilka z nich znam. Są bardzo miłe.

GRZECHY MŁODOŚCI... kilka lat w pewnym sensie straciłem. Nie robiłem nic poza tym, że żyłem. Miło wspominam ten okres. Mocno zaniedbałem szkołę. Totalne szaleństwo.

Jak powstawał musical "Jeździec Burzy" opowiada reżyser spektaklu, Arkadiusz Jakubik:
Wiosna 1994 - Pere Lachaise. Starszy mężczczyzna, sprzątający grób Jima Morrisona. Pamiętam, że gdy czyścił nagrobek, cały czas mówił coś do siebie na głos. Gdy podeszła do grobu rosyjska wycieczka, by porobić zdjęcia, zwyzywał ich, na czym świat stoi. Stałem tam z pół godziny. W końcu przedstawiliśmy się. Lou Rising twierdził, że znał Jima i był jego największym fanem. Mówił, że spotykał się z nim w Paryżu tamtego lata 1971, kiedy to Jim umarł. I odtąd przychodzi na cmentarz codziennie. 
- Znał go pan? 
- Nigdy mnie nie słuchał, ciągle uciekał, a ja czekałem... i w końcu mam go. 
Zima 1995 - to lektura "Nikt nie wyjdzie stąd żywy" Hopkinsa i Sugermana. - Są rzeczy, które znamy - mówił Ray, cytując Jima - i rzeczy, których nie znamy. Jest znane i nieznane. Pomiędzy nimi są drzwi - to właśnie my. 
Kiedyś tam, w 1996 - czytam wiersze Jamesa Douglasa Morrisona - "Teatr funkcjonuje jako rodzaj barwnej grupowej terapii. Żałosne związki aktorów i widzów. Wzajemnej półmasturbacji. Aktorzy potrzebują publiczności Widzowie łechtania ukrytych w nich potworów.
Cały 1997 - W maleńkim mieszkaniu przy ul. Koźlej, w klaustrofobicznym przedpokoju (dwa metry na półtora) powstaje scenariusz "Jeźdźca Burzy". Może Jim w ogóle nie umarł. Nikt nie widział ciała, na pogrzebie nie otworzyli trumny... Po co miałby to robić? Nie wiem. "Są rzeczy znane i nieznane. A pośrodku nich jest..." Śmierć. Nie. Kiedyś tak myślałem... Pośrodku jest wolność.
Czerwiec 2000 - Pierwsze próby w "Rampie". Pierwsze zdania reżysera do aktorów. "Jeździec Burzy" to opowieść o Jimie Morrisonie. To historia kariery, przyjaźni, miłości, szukania i niespełnienia wiecznego kontestatora, którego sława pijaka, narkomana i skandalisty przyćmiła obraz nieśmiałego, wrażliwego człowieka, który nie potrafił poradzić sobie z samym sobą.

Bilety na musical "Jeździec Burzy" można zarezerwować w teatrze Rampa (ul. Kołowa 20) - tel. (022) 679 89 76 lub 679 05 35. 
W spektaklu obok Marcina Rychcika (Jim Morrison) występują m.in. Muniek Staszczyk (Van Morrison) i Marysia Seweryn (Pam Curson).

HOBBY... podróże... hmm brzmi to chyba banalnie, a Jim Morrison nie powinien być banalny (śmiech) . Zdarzało mi się, pod wpływem impulsu, wyjechać z przyjaciółmi stopem do Amsterdamu. To szaleństwo, które bardzo lubię. W ostatnie wakacje zjeździłem tak Francję. Takie podróże są o wiele ciekawsze niż te, które powstają w biurach podróży. Chciałbym całe życie robić to co teraz. Dobrze się przy tym bawić, poznawać ludzi. Żyć tak intensywnie jak teraz.

INSPIRACJE... uwilebiam musicale, rock-opery. „Hair”, „Jesus Christ Superstar”, "Cats". W kinie cenię Larsa von Tiera. „Przełamując fale” to film, który wbił mnie dosłownie w krzesło. Książki - to dla mnie Dostojewski. Przeczytałem już prawie wszystko co napisał. Polecam wszystkim, którzy mają ochotę na dobrą powieść, a niekoniecznie ciągnie ich do „Nad Niemnem”. Jestem zafascynowany realizmem magicznym Dostojewskiego.

KOBIETA MOJEGO ŻYCIA... już ją znalazłem. To było 5 lat temu. Spotkaliśmy się w tramwaju. Rzuciliśmy sobie tylko jedno spojrzenie, po czym Agata wysiadła z tramwaju, a ja pojechałem dalej. Przystanek później stwierdziłem, że chyba zwariowałem, skoro z nią nie wysiadłem. Wyskoczyłem na następnym przystanku. Biegiem wróciłem 300 metrów. Zacząłem krążyć jak nieprzytomny po podziemiu, lecz to ona pierwsza mnie wypatrzyła. Chodziła 10 metrów za mną i bawiła się moją desperacją. Tak się zaczęło. Nasza miłość trwa do dzisiaj i z każdym dniem jest coraz bardziej niesamowita. Mieszkamy razem od 3 lat.

LUSTRO... tak naprawdę nie istnieje.

MORRISON... jakiś dobry duch, może Brujo, na trzy dni przed castingiem do roli Jima, na wycieraczce przed drzwiami do mojego mieszkania, zostawił gazetę, z której dowiedziałem się o wszystkim. Monolog mówiłem z kartki, o czym do dziś przypomina mi reżyser spektaklu. Zaśpiewałem „Light my Fire” i udało się. Podobno przesłuchano około 100 osób. 
Przez cały okres przygotowań do roli starałem się całkowicie utożsamić z Jimem. Starałem się myśleć, zachowywać jak on, traktować ludzi w podobny sposób... z pewną wyższością, wiecznie sprawdzając ich sposób myślenia. Morrison był na pewno wrażliwym człowiekiem, ale też zwykłym chamem. 
Jim Morrison nigdy nie był moim idolem. Dopiero po przestudiowaniu jego życiorysu i przesłuchaniu wszystkiego co miał do powiedzenia - zafascynował mnie. W „An American Prayer” odnajduję zagubionego chłopca, a zarazem dojrzałego twórcę.

NAŁOGI... gdy słyszę dobrą muzykę, jestem w stanie zakochać się w niej w ciągu kilku sekund. Zazdroszczę wtedy do krwi autorowi, że to nie ja jestem wykonawcą tego utworu. Mocno nakręca mnie teraz Portishead, Massive Attack, muzyka i postać Bjork.

OCHRONA... na scenie nie czuję się bezpiecznie. Ostatnio przydarzyła mi się historia, która dała mi dużo do myślenia. W czasie koncertu wszedł na scenę pijany człowiek. Wyszarpnął mi mikrofon i uderzył mnie nim kilka razy w twarz. To było na 10 dni przed premierą „Jeźdźca burzy”. Okazało się, że to był mecenas, prawnik. Zajęła się tym prokuratura, ale sprawę szybko umorzono. Koszty leczenia były wysokie, a na dodatek mikrofon nadaje się do śmieci. 
 

POLITYKA... śmieszy mnie to, co dzieje się w Polsce. Nie ma w tym nic pasjonującego. Interesuję się za to problemami Bliskiego Wschodu. Dlaczego ludzie, którzy od zawsze mieszkają obok siebie, tak mocno się nienawidzą?

RADOŚĆ... Jim lubił pić, a ja lubię jeść, np. kalmary z sałatą. Ale uwaga! Czworonogów nie zjadam.

SAMOCHODY... w ogóle mnie nie ineteresują. Nie mam prawa jazdy, a przydałoby się, bo gramy coraz więcej koncertów. Chcemy kupić wspólny, zespołowy samochód.

TATUAŻ... nie mam, ale nie mam nic przeciwko. To co ludzie przenoszą na skórę wynika najczęściej z ich wnętrza, a to podatne jest na zmiany. Jednak jeśli ktoś jest przekonany, że będzie wierzył w coś przez całe życie, to tatuaż może mu w tym pomóc. 

WRÓŻBY... stąpam dosyć mocno po ziemi. Czarny kot mnie nie przeraża. Wierzę natomiast, że żadna rzecz na ziemi nie dzieje się przypadkowo.

ZMIENIŁBYM W SWOIM ŻYCIU.... chciałbym być mniej podatny na wszelkie nastroje, mniej chimeryczny, bardziej wyrozumiały dla innych. 


Arkadiusz Jakubik, ur. 1969 r.
Aktor, autor, reżyser, absolwent PWST we Wrocławiu. Karierę rozpoczął we wrocławskim "Kalamburze" ("Jednooki", "Peepshow u Holzerów", "Śniadanie u Tiffanyego"). Osiągnięcia ostatnich lat to m.in. "Dzieła wszystkie Szekspira", "Shoping and fucking"). W warszawskim teatrze Rampa zadebiutował tytułową rolą w "Zwierzętach Doktora Dolittle"(1997 rok). Z Rampą związał się również jako reżyser ("Krótkie jest życie, krótkie... czyli kabaret oberiutów" i ostatnio "Jeździec burzy"). 
Jakubik to także twórca nagradzanych słuchowisk radiowych: "Od początku do początku" (1995) i "Hospitas" (1998). Obydwa uzyskały najwyższe laury na ogólnopolskich konkursach, przy czym pierwsze reprezentowało Polskie Radio na Festiwalu Prix Monte Carlo '95.
Ostatnio pochłaniają go musicale. Obecnie pracuje wspólnie z Krzysztofem Jaryczewskim, liderem "Oddziału Zamkniętego", nad musicalem "Minesota blues". W wolnych chwilach wciela się w postać Robokopa w telewizyjnym serialu "13 posterunek".


Jim Morrison - Buntownik bez powodu

James Douglas Morrison (1943-1971) - poeta, wokalista grupy The Doors. Był pracowitym artystą. Wspólnie z The Doors nagrał 7 albumów (THE DOORS - r. 1967, STRANGE DAYS - r. 1967, WAITING FOR THE SUN - r. 1968, THE SOFT PARADE - r. 1969, MORRISON HOTEL - r. 1970, DOORS 13 - r. 1970, L.A. WOMAN - r. 1971). Wyprodukował dwa uhorowane nagrodami filmy. Godzinami nagrywał w studio swoją poezję. Opublikował 4 książki. Zmarł w Paryżu 3 lipca 1971 roku z powodu przedawkowania narkotyków. Pochowany został na cmentarzu Pere Lachais.
Muzyka The Doors to mieszanka rocka i poezji. Zespół powstał w 1965 roku. Założyli go dwaj koledzy: Jim Morrison i Ray Manzarek. Potem dołączyli: perkusista John Densmore i gitarzysta Robbie Krieger. Nazwa "The Doors" wymyślona została przez Jima. Odwołuje się do dzieł dwóch "gigantów" amerykańskiej literatury - Aldousa Huxleya i Williama Blake'a. Pierwszy - w eseju "The Doors of Perception" (1954) - postawił tezę, że "potrzeba wykroczenia poza krępującą jaźń jest podstawowym pragnieniem duszy". Morrison często cytował frazę poezji Williama Blake’a: "SĄ RZECZY ZNANE I SĄ RZECZY NIEZNANE. A POMIĘDZY NIMI ZNAJDUJĄ SIĘ DRZWI". 
Rok 1967 okazał się szczytowym momentem kariery Jima i The Doors. Ukazał się album "The Doors" i singel "Break On Through". Kilka miesięcy później "Light My Fire" weszło na ogólnokrajowe listy przebojów. W 1968 Jim został okrzyknięty wokalistą roku, a Ray Manzarek
trzecim instrumentalistą w USA. 
Kult "The Doors" trwa nadal. Po śmierci Jima wydano m.in. 6 składanek, 3 albumy koncertowe, płytę z deklamacjami poezji Jima, tomiki z wierszami Morrisona, wiele biografii książkowych. Oliver Stone nagręcił film "The Doors".




 

  Pigwa
Wraz z jabłkiem i granatem owoc uważany za symbol Afrodyty, bogini seksualnej ekstazy i młodości.
 
     





 O nas          Prawa Autorskie         Reklama w Vipnews.pl         Powiadom nas o wydarzeniu       Oferta promocji dla firm

(c) 2000-2003 by Vipnews.pl Sp. z o.o.