Strona główna serwisu  
Czwartek 09-09-2010

Aldony, Jakuba

TYTUŁ

Danuta Rinn

alfabet

 

Danuta Rinn

*  naprawdę nazywa się Danuta Maria Smykla. Rinn to pseudonim artystyczny, wymyślony od nazwiska pierwszego męża, który nazywał się Rynduch. W dowodzie ma wpisane nazwisko po drugim mężu, Bogdanie Czyżewskim

*  piosenkarka, pianistka urodzona w Krakowie

*  występowała w Teatrze Dziecięcym Polskiego Radia i w Babskim Kabarecie jako Polska Baba. Wiele osób kojarzy ją z przebojem „Gdzie ci mężczyźni”

AMERYKA .... byłam już dorosłą osobą, kiedy zaczęłam tam jeździć. To był 1968 rok. Choć w Polsce były warunki praktycznie nie do życia, to nie był to moment, aby zastanawiać się czy zostać w Ameryce. Tam byłabym nikim. Są jednak dwa miejsca, w których chciałabym żyć. Nowy Jork – uwielbiam to miasto dosłownie za wszystko – za atmosferę, za Broadway, za hałas, za ciszę, za bałagan, za bezpośredniość, za obojętność i jednocześnie serdeczność, za tempo życia – słowem za te wszystkie sprzeczności. Drugie miasto to San Francisco – jedno z najpiękniejszych miejsc na świecie.

BAWIĘ SIĘ...  najlepiej wśród swoich przyjaciół. Wtedy mogę być całkowicie sobą i nikt mi nie ma za złe, że akurat śmieję się czy płaczę.

CZAS.... jest moim największym wrogiem i najlepszym przyjacielem. Niesie ze sobą jednocześnie dramat i szczęście.

DZIECI.... nie mam. Nie obarczam jednak wina swoich mężów, tylko siebie. Wcześniej wyobrażałam sobie, że będę matką, będę miała ciepły dom i rodzinę. Stało się inaczej.

EMOCJE.... nadal kieruję się nimi w życiu. Nie są jednak już takie kompletnie idiotyczne jak dawniej.

FITZGERALD ELLA.... moja miłość do niej nie słabnie. W Polsce sypnęło ostatnio zdolną młodzieżą. Bardzo lubię Anię Jopek czy Kayah, która jest artystką wszechstronną. To świetna dziewczyna, a będzie jeszcze lepsza. Ze śpiewających mężczyzn lubię Mietka Szcześniaka.

Danuta Rinn - Międzyzdroje 2000

GÓRY... nie, to nie dla mnie. Próbowałam przekonać się do gór od najmłodszych lat. Jestem Krakowianką. Mimo, że ogromnie lubię Zakopane i górali, to nigdy nie czułam się dobrze w górach. Kiedyś pracowałam w Polskim Radiu. Na pierwsze wczasy zabrałam mamę do ośrodka radiowego w górach. Już wtedy były kłopoty z wejściem na szczyt. Jestem po prostu wygodnicka. Pamiętam jak maż mówił mi: „Ciebie to trzeba odwieźć pod drzwi na 9 piętro i dopiero wtedy jesteś szczęśliwa”.

HUMOR...  uwielbiam żartować. Dla dobrego dowcipu dam sobie rękę uciąć. Kilka razy brałam udział w telewizyjnym „Maratonie Uśmiechu”.

JAMNIKI...  są wspaniałe. Moim najlepszym przyjacielem, przez długie lata, była jamniczka Rutka. Czy będzie jeszcze kiedyś pies w moim domu – nie wiem. Psy, odkąd pamiętam, były zawsze gdzieś obok. Były to szpice, seter irlandzki czy pudel, o których się mówi, że to głupie psy. Ja tego nie zauważyłam. Mój pudel charakterny był strasznie i mądry niebywale. Zdarzały się dni, kiedy wracałam późno. Byłam śmiertelnie zmęczona, często wypiłam ze znajomymi kilka kieliszków alkoholu, więc marzyło mi się łóżeczko. Tymczasem pies już od mojego wejścia był mocno obrażony. Patrzył mi z wyrzutem w oczy. Ostatkiem sił wyprowadzałam go na dwór mówiąc: „Błagam cię, tylko szybko, a ja ci to wszystko rano wynagrodzę”. Faktycznie szybko załatwiał sprawę, a od ranka czekał przy moim łóżku. Gdy tylko drgnęłam pies był przy mnie. Musiał znów wyjść z nim na spacer. Szybko robił co trzeba, patrzył na mnie, odbiegał kilka metrów, stawał dumnie jak lew i odwracał się jakby chciał powiedzieć „Pa, pa kochana”. Nie było go wiele godzin. Hulał po działkach przy ulicy Czerniakowskiej, gdzie wtedy mieszkałam. Kiedy wyszalał się do końca, wracał jak spóźniony mąż. Gdy zbliżał się do domu szedł coraz wolniej, rozglądał się na boki. Obserwowałam go z balkonu. Gdy słyszał mój głos, zwalniał jeszcze bardziej. Tak się kończyły jego zemsty.

Danuta RinnKUCHNIA.... uwielbiam pitrasić w kuchni. Mój specjał to befsztyk a la Rinn. Przepisu jednak nie podam. Znajduje się on w książce napisanej przez Wojciecha Pszoniaka.

LATO... uwielbiam morze. W Polsce nie mam jednak szans na spokojny wypoczynek. Wakacje są wtedy stracone, zamęczone. Ciągle jestem zaczepiana, głaskana, poklepywana. Zdarza się, że i za granica mnie dopadną. Lato staram się spędzać w domu, w którym panuje przyjemny chłód. Lubię jednak ciepło. Kiedy w mieszkaniu jest 20 stopni to już dogrzewam się piecykiem. W Warszawie latem jest spokojnie, mało ludzi. Dopiero gdy wszyscy wracają, to ja gdzieś jadę. Najchętniej do ukochanego Kazimierza nad Wisłą.

MĘŻCZYŹNI... powiedzenie, że z nimi źle a bez nich nie do wytrzymania, jest świętą prawdą. Fantastycznie gdy znajdzie się druga połówkę, która pasuje w każdy załamek. Jest to jednak rzadkością, a moim zawodzie praktycznie niespotykane. Gdy byłam młoda wydawało mi się, że jeśli druga strona będzie pracować w tym samym zawodzie to doskonale dogadamy się. Życie i mój drugi mąż,  pokazali że jest wręcz odwrotnie. Dziś chciałbym mieć kogoś takiego, kto miałby podobny stosunek do życia. Ważne jest aby spodnie trzymał w swojej szafie. Nie mam zamiaru od razu być gospodynią i prasować mu koszule. Z mężczyzna mogę iść do kina czy do teatru, porozmawiać. Musze najzwyczajniej chcieć się kolegować z partnerem.

NAŁOGI... już ich nie mam (śmiech). Choć nie powiem, uwielbiałam towarzyskie spotkania, na których chętnie piłam wódeczkę z lodem. Umiałam fantastycznie bawić się i rozśmieszać całe towarzystwo. Nigdy nie zażywałam narkotyków. Raz, dawno temu, przypaliłam trawkę. Krzyknęłam wtedy: dajcie mi wódki, bo jestem okropnie smutna, a wy jesteście w szampańskich humorach. Papierosy paliłam tylko przez moment, zaraz po maturze. Musiałam wtedy zdecydować – alkohol czy papieroski. Rzuciłam papierosy,  a potem alkohol rzucił mnie. W pewnym momencie przestał mi w ogóle smakować. Gdybym miała więcej pieniędzy moim nałogiem byłoby kupowanie butów. Jestem butową maniaczką. Co jakiś czas wynoszę ich z domu całe walizki. Teraz mam coś koło 100 par. 

OJCIEC ŚWIĘTY... jestem osoba wierzącą. Teraz może trochę zbuntowaną z prywatnych względów. Po prostu dobrze dostałam w kość. Ojca Świętego poznałam gdy był kardynałem w Krakowie. To było niebywałe przeżycie, bo Jan Paweł II jest niezwykłą osobowością.

Danuta RinnPOLITYKA... interesuje się. Nie widzę jednak kandydata na prezydenta co bardzo mnie martwi.

REKLAMA... opowiadanie, że udział osoby publicznej w reklamie to jakieś świństwo czy chałtura, jest czysta zazdrością. Dostaje się raz dużą sumę do ręki. Jednak jeśli podzieli się ją przez liczbę emisji to wychodzą grosze. Reklamowałam proszek do prania. Kupiłam nowe, większe mieszkanie. Ale musiała sprzedać stare, bo pieniędzy by mi nie wystarczyło. To był dobry zastrzyk finansowy. Ale nie reklamowałam chały. Wcześniej sprawdziłam ten proszek. Dobry. Piorę w nim do dziś. Po reklamie dzieci rozpoznawały mnie na ulicy i wołały: „ o ta pani co proszek sprzedaje”.

SKLEP DLA PUSZYSTYCH... marzyłam kiedyś o otwarciu takiego sklepu. Chodziłam, prosiłam, błagałam, płakałam i nic. Sama nie miała dość pieniędzy, a sponsorzy stwierdzili, że nie jest to opłacalny interes.

TINA TURNER... to fantastyczna babka. Podziwiam ją i troszkę zazdroszczę jej siły, temperamentu i... wspaniałych nóg.

UBRANIA... dobrze czuje się kolorowa. Doszłam do wniosku, że nie będę smutna grubaską. Nie zapędziłam się w kozi róg ze swoja tuszą. Lubię jeść i pogodziłam się z konsekwencjami. Ze swojej nadwagi zrobiłam atut. Potrafię śmiać się sama z siebie.

WARSZAWA... lubię przejść się do kawiarni Bliklego. Kupuje malinową herbatkę. Siadam przy oknie, lub jeśli jest ładna pogoda, na zewnątrz i patrzę na ludzi. Czasem zajrzę do Łazienek.

ZAPACH... jestem kobieta zapachową. Uwielbiam dobre perfumy. Od trzech lat wierna jestem zapachowi „Angel”. Wcześniej był Givenchy. Mam to szczęście, że dobre perfumy dostaje najczęściej w prezencie. 





 

  Koniak, brandy lub armagnac
Modę na nie zaprowadził Henryk IV francuski, on też podniósł je do rangi afrodyzjaku. Pomysł szybko się rozpowszechnił i niedługo potem kawalerowie wypijali kieliszek przed udaniem się do łoża, na wypadek gdyby owej nocy małżonka nie miała bólu głowy. W ten sposób narodził się zwyczaj kończenia dobrej kolacji cygarem i kieliszkiem koniaku lub brandy, rytuałem, w którym kobiety nie uczestniczyły. Ubity z cukrem i żółtkami jaj jest doskonały na depresje ciężarnych i deszczowe dni.
 
     





 O nas          Prawa Autorskie         Reklama w Vipnews.pl         Powiadom nas o wydarzeniu       Oferta promocji dla firm

(c) 2000-2003 by Vipnews.pl Sp. z o.o.