Tomasz Mędrzak
Z Tomaszem Mędrzakiem - aktorem, dyrektorem warszawskiego teatru Ochoty - rozmawiamy o telenowelach, roli Stasia w "W pustyni i w puszczy" i papierosach.
- Wiele osób kojarzy pana z pierwszą rolą - Stasia w ekranizacji "W pustyni i w puszczy".
- Miałem wtedy 17 lat. Na próbne zdjęcia trafiłem z ciekawości. Chciałem zobaczyć, jak wygląda wytwórnia filmowa. Od wejścia zrozumiałem, że nie mam żadnych szans na rolę Stasia, bo Stasiów kręciło się po wytwórni kilkudziesięciu. Pierwsze podejście wyszło fatalnie. 14 dubli. Męcząca robota. Po trzecich zdjęciach próbnych pomyślałem sobie: "Wyjazd do Afryki na dziewięć miesięcy? Czemu nie?". Pół roku później reżyser zdecydował się na mnie. I wtedy przestraszyłem się odpowiedzialności. Pomyślałem, że nie dam rady.
- Jak wspomina pan realizację filmu?
- Trzy lata ciężkiej pracy. Pięć miesięcy zdjęć w Egipcie, cztery miesiące w Sudanie. W Egipcie mieszkaliśmy w komfortowych warunkach, za to w Sudanie był prawdziwy busz. Namioty. Żywność z puszek. Woda w beczkach. Mimo to gdybym miał wybrać miejsce, w które jeszcze raz bym chciał pojechać, to zdecydowałbym się na Sudan. Jednak żeby dotrzeć do ludzi, którzy nie wiedzą, co to są dni tygodnia, uciekają przed samochodem czy białym człowiekiem, potrzebny jest prywatny samolot.
- Na pewno śledzi Pan losy nowej ekranizacji "W pustyni i w puszczy".
- Szczerze dziwią mnie pytania na ten temat. Nie czytałem scenariusza, nie znam reżysera, znam jedynie Waldka Dzikiego, który jest producentem, ale nie widziałem go 20 lat. Dawniej cała Polska śledziła nabór dzieci do ról Stasia i Nel. Dziennik Telewizyjny podawał, ilu jest kandydatów, kto ma największe szanse. Teraz wokół filmu było o wiele ciszej. Osobiście nie wybrałem się jeszcze do kina. Mam nadzieję, że nie jest to pseudoamerykańska produkcja, których - podobnie jak telewizyjnych nowel - jestem zdecydowanym przeciwnikiem.
- Nigdy nie kusiła Pana rola w telenoweli?
- Nie. Propozycje zagrania dostałem i odmówiłem. Problemem polskiej telenoweli jest fakt, że żyje z niej telewizja publiczna, która powinna spełniać funkcję edukacyjną. Takie seriale powinny istnieć wyłącznie w regionalnych telewizjach.
- Przyzna Pan jednak, że obecnie to właśnie dzięki telenowelom aktorzy stają się popularni.
Tomasz Mędrzak
Zadebiutował w 1973 roku rolą Stasia Tarkowskiego w ekranizacji powieści Henryka Sienkiewicza "W pustyni i w puszczy". Dwadzieścia lat temu wcielił się w postać Leszka Talara w serialu "Dom". Od 1996 roku dyrektor warszawskiego Teatru Ochoty. |
- Popularność jest rzeczą niewątpliwie potrzebną w tym zawodzie. Lepiej być aktorem uznanym i znanym niż tylko uznanym. "Klan" i "Złotopolscy" prezentują jeszcze jakiś poziom. Reszta to skandal. Wielu aktorów traktuje swój udział w takich serialach czysto zarobkowo. Zdarzają się tacy, którzy chętnie by odmówili, ale nie stać ich na to. Muszą z czegoś żyć. Niestety, te bzdurne filmiki kształtują gust. Młodzi ludzie oglądając wyłącznie to "coś" wyrządzają sobie ogromną krzywdę. Dla porównania - nawet najprostsza amerykańska telenowela jasno rozgranicza, co jest dobre, a co złe. Nasi twórcy nie kwapią się do odpowiedzi.
- Skutek telenowel jest też taki, że Agnieszka Sitek - aktorka Teatru Ochoty - kojarzona jest wyłącznie z serialem "Złotopolscy". Jej nazwisko raczej nie przyciąga na teatralnych afiszach.
- Mało, że nie przyciąga, a wręcz odwodzi od pójścia do teatru. Ludzie, których serial wciągnął jak narkotyk wybiorą zacisze domowe i telewizor, choć o tej samej porze Agnieszka gra w spektaklu. Mam nadzieję, że jest chociaż 10 procent młodych ludzi, którzy uważają - jak moja córka - że "Psy" to film nie do obejrzenia. Jak na razie Polacy dążą tylko do integracji finansowej ze światem. Zapomina się o części umysłowej. To skutek 50 lat ogłupiania społeczeństwa. Póki co nasze elity powstają dzięki posiadaniu pieniędzy. Z czasem ukształtuje się klasa, która ma coś w głowie i dzięki temu się bogaci.
- Wracając do aktorów, którzy sprzedają swoje twarze do słabych seriali. Pan też uległ pokusie i wystąpił w reklamówce pasty do zębów...
- ... zrobiłem to wyłącznie dla pieniędzy. Jak się dowiedziałem, za ile, to stwierdziłem, że nie mogę okraść rodziny. Założyłem, że mogę zagrać w reklamie raz czy dwa. Aktor, która gra w wielu sztukach nie powinien niczego reklamować czy prowadzić programów telewizyjnych. Zatraca świadomość twarzy, ciała. Staje się lepszym czy gorszym dziennikarzem. Nie mogłem przekroczyć cienkiej linii i zostać aktorem reklamowym. Dwie kolejne propozycje odrzuciłem. To sprawa ceny, umiaru i tego, co się reklamuje. Na pewno nie zdecydowałbym się na reklamę produktu, którego nie pochwalam.
- Na przykład papierosów?
-
Na przykład.
- Jednak palił Pan do niedawna bardzo dużo.
- Zdarzało się, że 40 sztuk dziennie. Jestem po operacji krtani. Papierosy to głupi nałóg. Dwukrotnie próbowałem go rzucić. Nie powiem - miło jest usiąść w fotelu z kawą czy piwem i papierosem. Rozumiem palaczy. Jednak gdy przed operacją musiałem podpisać, że ewentualnie zgadzam się na wycięcie całej krtani, przestraszyłem się. Na duchu podtrzymywały mnie żona i córka.
- Podpala Pan jednak podczas spektaklu "Edukacja Rity".
-
Ale nie zaciągam się (śmiech).
|