|
ARTYSTA...
to osoba, która nie może żyć bez swojej pasji, oddaje się
jej w 100 procentach. W muzyce najważniejsze jest, aby nie cwaniakować,
nie robić rzeczy typowo komercyjnych, wyłącznie dla pieniędzy.
Taki jest mój ojciec. Nie sprzedaje się, idzie wytyczona przez
siebie drogą. Śpiewa „Niepokonanych” i jest niepokonany.
Znam kapele, które nagrały rasowe numery, przeszły do
historii muzyki, a zaczynają nagrywać
totalne dno. Taka muzyka też się sprzedaje, bo wiadomo
-ludzie przy wódeczce i kiełbasce też chcą czegoś posłuchać.
BÓG...
moja rodzina jest bardzo wierząca. Rodzony brat mojego ojca
jest księdzem. Ja jestem osobą wierzącą, ale nie praktykującą. W
kościele, na mszy, czuję się trochę zagubiona.
CIASTKA...
uwielbiam.
Nigdy nie odmawiam sobie słodyczy. Środkiem, który mnie odchudza
jest stres. Nie należę do osób, które liczą kalorie. Uwielbiam
polskie jedzenie. Szczególnie gołąbki w wykonaniu mojej mamy. Jeśli
do tego tata otwiera zimne piwo to nic mi już nie potrzeba do szczęścia.
DŁUGIE
WŁOSY...
uwielbiam mężczyzn z długimi włosami.
Choć moim ulubieńcem jest
facet z krótkimi - Mickey Rourke. Często gdy jadę samochodem, zabieram
autostopowiczów. Wygolonego kolesia nigdy bym nie wzięła. Gdy macha
ktoś z długimi włosami od razu hamuję. Większość moich chłopaków
miała długie włosy. Mój pierwszy mężczyzna miał dready do pasa.
Jestem osobą, która emocjonalnie wiąże się bardzo mocno i na długo.
Potrzebuję dużej bliskości. Jeśli tego brakuje - kończę znajomość.
Nie lubię budzić się i czuć, że leżę przy niewłaściwym mężczyźnie.
EMOCJE....
rządzą mną. Łatwo mnie zdenerwować. Odziedziczyłam to
chyba po ojcu. W naszym domu bywa bardzo burzliwie. Pamiętam sytuację
sprzed kilku lat. Pokłóciliśmy się. Zamknęłam się, na klucz, w
pokoju. Ojciec drzwi wykopał nogą. Do rękoczynów nigdy jednak nie
dochodziło. Lubię ludzi emocjonalnych. Są prawdziwsi, naturalni.
FORSA...
gdy byłam
z ukochanym mężczyzną wystarczała nam butelka taniego wina i było
cudownie. Siedzieliśmy w ciuchach z lumpeksu, nad Świdrem i
nie myśleliśmy o forsie. Nie mogłabym być z kimś tylko dla
pieniędzy. Chciałabym
żyć nie myśląc o nich.. Mam ochotę pojechać na wakacje do ciepłych
krajów to jadę. Mam ochotę na skórzany płaszcza to go kupuję.
Mam ochotę na butelkę dobrego wina - też nie ma problemu. Taka
sytuacja byłaby idealna. Nie muszę jeździć rolls-roycem. Ostatnio
czytałam o jakimś facecie z Honk-Kongu, który ma złoty kibel. Nie
rusza mnie to.
GÓRY...
o nie,
to nie dla mnie. Kocham morze. Plaża, słońce, owoce, super
drinki z parasolką.... chciałabym pół
roku pracować i pół roku
leżeć do góry brzuchem w takich warunkach.
Uwielbiam odrywać nowe zakątki. Ostatnio byłam z rodzicami w
Indiach. To całkiem inny, fascynujący świat. Hindusi, którzy na
widok białych kobiet dostają amoku. Podchodzili do mnie i dotykali
białego ciała.
HOBBY...
wszystkie moje
zainteresowania wiążą się, w jakiś sposób, z kreowaniem. Przez
cztery lata, w liceum, była reżyserem sztuk teatralnych. Cieszyły
się ogromnym powodzeniem. Na próby przyjeżdżał Adam Hanuszkiewicz.
Zawsze chciałam zagrać w filmie, chociaż mały epizod. Być może
już wkrótce się to stanie. Uwielbiam też tańczyć
INSPIRACJE...
jeśli
chodzi o muzykę to bardzo szerokie. Pisząc teksty na swoją
debiutancką płytę słuchałam na przykład Skunk Anansie. Gdy próbowałam
napisać tekst o miłości w odtwarzaczu była Whitney Houston. Cenię
Tinę Turner, Joe Cockera, Rolling Stones. Wokalnie bardzo lubię
Kayah. No i oczywiście Perfect. Teksty Olewicza są wspaniałe. Ten
zespół to kumulacja dobrej muzyki. Żadne „I love you...”
czy „Come back to me”, którymi zalewa nas MTV.
JÓZEFÓW...
mieszkam tam z rodzicami. Ktoś
napisał, że aby pokochać rodziców dojrzałą miłością, trzeba
od nich, w pewnym momencie, odejść. W pełni się z tym zgadzam. Ten
moment zbliża się wielkimi krokami....
w grudniu skończę 21 lat, studiuję dziennikarstwo, robię
pierwszą solową płytę.....
KUCHNIA...
mam dwie lewe ręce
do gotowania. Uwielbiam za to jeść. Głównie sałatki z serem feta.
Do tej pory nie było okazji podszkolić się kulinarnie. W domu
gotuje mama, a co trafię na faceta przygotowuje mi same pyszności.
Na pierwszym miejscu stawiam polską kuchnię. Bigos, schabowy.... aż
się robię głodna.
LECH
WAŁĘSA... nic
nie powiem na tematy związane z polityką. W ogóle mnie to nie
interesuje. Nieciekawy świat, w który nie chcę się zagłębiać.
MARKOWSKA...
pamiętam swój
pierwszy poważny występ – Festiwal Debiutów w Kołobrzegu.
Miałam 15 lat. Zdobyłam trzecie miejsce i nagrodę publiczności. Byłam
niesamowicie uradowana. Pierwsze pytanie jakie usłyszałam: Jak to
jest być córką słynnego Grzegorza Markowskiego. Dziś wiem, że
jest to pytanie, którego nie uniknę. Jednak to czy utrzymam się na
rynku zależy tylko ode mnie. Nazwisko nie ma znaczenia dla tych, którzy
kupią ewentualnie płytę czy przyjdą na koncert.
Jedyna pomoc jaką dostałam od ojca to zagranie jako support
kilku koncertów przed Perfectem. Poza tym nic. Na szczęście nie
zostałam wygwizdana czy nie dostałam butelką w głowę.
Ojciec
nigdy nie namawiał mnie do śpiewania. Mówił, że to ciężki zawód
dla kobiety
NARKOTYKI...
nigdy nie miałam problemów
z narkotykami. Ani ojciec, ani ja. Jesteśmy ludźmi, którzy lubią
próbować nowych rzeczy. Faktycznie paliłam trawę. Powiedziałam o
tym, bez obaw, w domu. U nas nie ma tematów tabu. Jestem przeciwko
karaniu osób, które używają czy posiadają miękkie narkotyki.
Palenie codziennie faktycznie zmienia człowieka – jednak każdy
powinien decydować o sobie.
OLIMPIADA....
grałam
w tenisa, siatkówkę czy pływałam, ale tylko dla siebie. Bliższy
kontakt z tym światem miałam poprzez Marcina Urbasia (wspólnie
nagrali piosenkę „Musisz
być pierwszy”).
PERFECT...
uwielbiam
piosenkę „Miłość rośnie w nas” z ich ostatniej płyty.
Światowy numer. Ze starszych „Niewiele ci mogę dać”,
„Idź precz”. Na ich koncert przychodzą tłumy –
tymczasem nie dostają żadnych nagród, rzadko można ich usłyszeć
w radiu. Nie rozumiem tego. Promowany jest jakiś chłam.
RADOŚĆ....
jestem łasa
na komplementy. Zawsze poprawiają mi humor. Nie znoszę słów
krytyki. Ostatnio dostałam pierwszy list od fana. Facet napisał, że
świetnie śpiewam, jestem ciekawa i, że na pewno mi się uda. Dostałam
niesamowitego kopa energetycznego. To był naprawdę zdrowy list.
SAMOCHODY....
prawo jazdy mam od
trzech lat. Jeżdżę toyotą corollą.
TEKSTY....
w miarę
dojrzewania zauważyłam, że estrada to nie tylko śpiewanie ale
i pisanie tekstów, tworzenie muzyki. Nie chciałam wcześniej
wystartować i zaliczyć falstart w postaci: młoda dziewczynka z
plecaczkiem i kucyczkami wychodzi i coś tam śpiewa. Chciałam pokazać
się jako kobieta. Z moim chłopakiem napisałam tekst „Razem możemy
dotrzeć tam, gdzie nie dotarł nikt”
czyli o relacjach damsko-męskich, które nurtują mnie, jak chyba każdą
babę. Lubię pisać o uczuciach. Emocje przelewam na papier. Był
moment, że rozstałam się z facetem. Byłam wściekła. Usiadłam i
napisałam „Nie jesteśmy jednym już- przełamałeś nas na pół.
Silniejsza z każdym dniem – silniejsza staje się. Uwalniam się
od ciebie – o siebie walczyć chcę.” Potem przyszedł na
próbę i naprawdę się wzruszył.
URBAŚ...
menadżer i trener Marcina wpadł na pomysł, że skoro Marcin śpiewa
( w death metalowym zespole Sceptic- przyp. red) to może wykona jakiś
numer nawiązujący do olimpiady w Sydney. Potem pojawiłam się ja. Z
Marcinem złapaliśmy doskonały kontakt. Myślałam, że wyjdzie nadęta
gwiazda sportu, a przyszedł przesympatyczny chłopak. Wspólnie śmialiśmy
się, szczypaliśmy, wygłupialiśmy. Pamiętam śmieszą sytuację
gdy kręciliśmy teledysk do piosenki „Musisz być
pierwszy”. Umalowana i wystrojona rzucam się na niego krzycząc
„Cześć Marcin”. On na to chłodno „Poznaj moja
dziewczynę”. Zmierzyła mnie surowym wzrokiem. Później,
podczas pracy, cały czas bacznie nas obserwowała. A my śpiewaliśmy
„Dla ciebie mój szept gdy budzi się dzień...”
Do
tej pory myślałam, że to ja jestem zestresowana pracą. Zmieniłam
zdanie gdy popatrzyłam na Marcina. Kręci ze mną teledysk, nie może
chodzić boso po trawie, bo jedzie do Sydney więc musi uważać na
stopy. Gdy Marcin zażartował, że może mu się nie udać menadżer
odpalił mu „Ty mi
nawet tak nie mów”. Stres z każdej strony.
WRÓŻBY...
dwa razy byłam u
wróżki. Przepowiedziała mi ślub do 2001 roku. Niestety mówiła
strasznymi ogólnikami. Wiele rzeczy łatwo odczytać z mojego
zachowania. Siadam, a ona stwierdza, że będę miała nerwicę. Żadna
rewelacja. Jestem zodiakalnym Strzelcem i cechy przypisane temu
znakowi – entuzjazm, pozytywne nastawienie do świata, wieczna
potrzeba odkrywania nowych rzeczy, sprawdzania się, potrzeba wolności
- doskonale do mnie pasują.
ZAPACH...
jest
bardzo ważny. Kilka dni po rozstaniu z mężczyzną przeszedł obok
mnie chłopak, który pachniał identycznie jak moja dawna miłość.
Bardzo mnie to ruszyło. Nie lubię owocowych zapachów, wole te
tajemnicze, seksowne.... jak „Escape” Calvina Kleina.
|