Strona główna serwisu  
Czwartek 09-09-2010

Aldony, Jakuba

ANNA MARIA JOPEK

ANNA MARIA JOPEK

...ze smutkiem odkryła, że św. Mikołaj nie istnieje.

 

-Co chciałaby Pani znaleźć pod choinką?

-Już od dawna nie marzę o świątecznych prezentach. Jest to chyba akt mojej dorosłości. Jak dziecko namiętnie marzyłam i najczęściej te marzenia spełniały się z nawiązką. Pisałam bardzo szczegółowe listy do Świętego Mikołaja co dobrze procentowało. Do dziś pamiętam swoje pierwsze święta Bożego Narodzenia. Miałam wtedy trzy lata. Byłam w Nowym Jorku. To była całkiem inna rzeczywistość od tej jaka panowała wtedy w Polsce. Mnóstwo kolorów, neonów czy namacalne Święte Mikołaje. Właśnie wtedy musiałam śmiertelnie zakochać się w Nowym Jorku. Za jakiś czas ze smutkiem odkryłam, że Mikołaj nie istnieje. Zaraz potem zrozumiałam, że od tej pory to ja jestem Świętym Mikołajem i mogę sprawiać przyjemność innym. W sumie na nic już  nie czekam. Mam wszystko czego pragnęłam.

-Na jakie podarunki mogą w takim razie liczyć najbliżsi?

-Musze się w tej sprawie wybrać tu i ówdzie. Przez cały grudzień bardzo szczegółowo myślę o tym co komu sprawiłoby przyjemność. Chciałabym spełnić ich marzenia. Może każę im napisać listy. Bawi mnie ten przedświąteczny galopujący marketing. Jechałam niedawno taksówką. Kierowca włączył radio. W przeciągu minuty reklamowały się wszystkie możliwe domy towarowe w Warszawie. Wyparte zostały wszystkie proszki do prania czy batoniki. Staram się traktować wszystkich indywidualnie i nie nabywać prezentów hurtowo. Najcudowniejsze rzeczy znajduje się w małych, zapyziałych galeryjkach

-W jakim gronie spędzi Pani tegoroczną Wigilię?

-Na pewno u teściów i rodziców pod Warszawą. Będziemy działać na dwie wigilie, co jest bardzo miłe. Przy świątecznym stole znajdzie się też nakrycie dla nieznajomego

-Zdarzyło się, że faktycznie ów nieznajomy zapukał do drzwi?

-Do tej pory nie. Gdyby tak się stało to myślę, że moi rodzice wpadli w ogromny lęk. Oni, którzy dbają o ciepło świąt, mogliby poczuć się zdezorientowani. Tak naprawdę to korci mnie, żeby jakoś sprawdzić na ile to dodatkowe nakrycie ma rację bytu.

-Będzie tradycyjne dwanaście potraw?

-Pod tym względem nie trzymamy się kurczowo tradycji. Każdy ma słabość do innej świątecznej potrawy. W przypływie łakomstwa, gdy zaspokoimy swoje szczęście którąś z tych potraw, pojemność żołądka robi się zastraszająco mała. Boję się, że 12 potrawom nikt by nie sprostał. W mojej rodzinie na pewno nie może zabraknąć barszczu z uszkami czy mazurka z masą czekoladową ...

-Mazurka ?

-Tak i choć jest to potrawa wielkanocna to musi być na wigilijnym stole. Inaczej nie siadamy. Jest totalny bojkot.

-Przygotuje Pani którąś z tych potraw?

-W tym roku zamierzam przyrządzić jakąś sałatkę i rybę. Niestety obie moje mamy fantastycznie gotują i wstyd się z nimi mierzyć.

-Lubi Pani przedświąteczne zamieszanie. Sprzątanie, zakupy, przyrządzanie potraw...

-Bardzo. Cały rok czekam na ten wieczór. Finał przy wigilijnym stole jest czymś fantastycznym.

-Czy po kolacji jest czas na wspólne śpiewani kolęd?

-W domu teściów jest zwyczaj kolędowania.

-Wyniosłą Pani jakieś szczególne tradycje świąteczne z rodzinnego domu?

-...chyba nie. Myślę, że w każdym domu lepi się uszka do barszczu, robi sałatki, przygotowuje ryby. I to chyba na tym polega. Mamy świadomość, że w każdym mieszkaniu przeżywa się tą cudowną metafizykę świątecznego czasu. Wkrada się jakaś słodka rutyna.

-Ubiera Pani choinkę w tym roku choinkę ?

-Oczywiście. Uwielbiam to robić. Nie zabraknie choinki w moim warszawskim mieszkaniu. Pomogę też rodzicom. Jako dziecko nie dawałam nikomu dotknąć się do choinki. Zawsze ubierałam drzewko na swoją modłę. Kiedyś wpadłam na pomysł ubrania choinki na czerwono -srebrno-fioletowo. Szczerze mówiąc wyglądała ponuro. Od kiedy mam syna Frania wiem, że choinka musi być pstrokata. Tylko taka go zachwyci.

-Czego można Pani życzy razem z wigilijnym opłatkiem?

-Może powiem jak stara ciotka, ale na pewno zdrowia. To jest niewyobrażalnie ważne. Grudzień jest dla mnie miesiącem charytatywnego koncertowania. Dociera do mnie wtedy szczególnie mocno ile jest na świecie krzywdy, bólu i samotności. Zależy mi na zachowaniu wrażliwości względem drugiego człowieka. W masie obowiązków zdarza mi się nieświadomie krzywdzić bliskie osoby.

 





 

  Ciecierzyca
W "Ogrodzie rozkoszy" młody Abou el Heidja wypełnia heroiczne zadanie defloracji osiemdziesięciu dziewic w ciągu jednej nocy, dzięki sile, jakiej nabywa po obfitej kolacji złożonej z ciecierzycy, mięsa, cebuli i wielbłądziego mleka. Wątpimy w to - nigdy nie było naraz tylu dziewic do wzięcia.
 
     





 O nas          Prawa Autorskie         Reklama w Vipnews.pl         Powiadom nas o wydarzeniu       Oferta promocji dla firm

(c) 2000-2003 by Vipnews.pl Sp. z o.o.