- Mówi się, że druga płyta jest dla zespołu tą najważniejszą. Czy ciśnienie, żeby "Patataj" dorównało sukcesowi pierwszej, bardziej was paraliżowało czy mobilizowało?
Halinka Mlynkowa: Oczywiście, że bardziej motywowało! Ponieważ nagranie płyty "Patataj" było dla nas ogromnym wyzwaniem i każdy z nas włożył w nią kawał własnego serca, dla wszystkich członków Brathanków jest ona bardzo ważna. Tym bardziej, że rzeczywiście ogólnie przyjęto, że wymaga się więcej od drugiej płyty. Każdy myśli sobie: "OK, ta pierwsza płyta była fajna, to teraz dopiero pokażcie co umiecie!". Także na pewno wszyscy nasi słuchacze są pełni oczekiwań, jaka ta płyta będzie. Zrobiliśmy wszystko co mogliśmy, żeby sprostać temu wyzwaniu. Ocena pozostaje tylko w rękach ludzi.
- Chcieliście żeby nowa płyta znaczne różniła się od poprzedniej czy raczej żeby było to "Ano! 2"?
Janusz: Przede wszystkim pomysł i inspiracje na nią są bardzo podobne do tych z pierwszej płyty. W dalszym ciągu inspirujemy się folklorem i bazujemy przede wszystkim na folklorze węgierskim. Tym razem wykorzystaliśmy materiały źródłowe, które otrzymaliśmy od Ferenca Sebö. Poszerzyliśmy jednak horyzonty, jeżeli chodzi o kraje: dotarliśmy do Grecji - jest tutaj piosenka rodem z Grecji, oprócz tego sięgnęliśmy po utwór Franka Zappy ("Let's Make the Water Turn Black"), są słowackie melodie ludowe, są też nasze kompozycje. Zaprosiliśmy też gości, przyjaciół, m.in. wspomnianego już Ferenca Sebö ze swoim zespołem. Ferenc zaśpiewał sam, w duecie z Halinką, zagrał również na instrumencie - tak egzotycznym dla Polaków - jak lira korbowa.
Halinka: Nasz gitarzysta Jacek Królik jest zauroczony muzyką i twórczością Franka Zappy. Nie tylko zresztą on, reszta zespołu także, ponieważ w przeciwnym razie moglibyśmy się na to nie zgodzić. W muzyce Zappy jest dużo optymizmu, jest niezwykle żywiołowa, tak że przetworzyliśmy w sposób "brathankowy" jeden z instrumentalnych utworów Zappy i wyszedł nam naprawdę bardzo fajnie.
- A nie nęciło was, żeby nagrać jakąś piosenkę z angielskim tekstem?
Halinka: Jak na razie o tym nie myśleliśmy, ale jesteśmy otwarci na takie propozycje w przyszłości. Prawdopodobnie taka sytuacja zaistnieje, jeżeli będziemy współpracować z naszymi zaprzyjaźnionymi muzykami zagranicznymi. O ile wszystko pójdzie tak jak myślimy i współpraca ta dojdzie do skutku, to prawdopodobnie już niedługo zaśpiewamy po angielsku.
- A co z reedycją płyty "Ano!" w Czechach? Wiem, że były takie propozycje, aby wydać ją z czeskimi tekstami.
Halinka: Kiedy zagraliśmy koncert w Czechach na Hradczanach, doszło do spotkania przedstawicieli naszej wytwórni Sony Music Polska z czeskim oddziałem Sony i wtedy powstały takie plany. Dopóki jednak te dwie instytucje się nie porozumieją, nie możemy oficjalnie wejść na rynek czeski. Dodam tylko, że przetłumaczyłam na czeski trzy piosenki: "Siebie dam po ślubie", "Gdzie ten który powie mi" i "Czerwone korale". Ukazały się one na handlowej wersji singla "Siebie dam po ślubie". Także w Polsce na koncertach często gramy czeską wersję "Czerwonych korali". Powoduje to często zabawne sytuacje, bo wiadomo, że język czeski dla Polaków jest językiem śmiesznym.
- Porozmawiajmy teraz o waszym pierwszym singlu z nowej płyty "W kinie, w Lublinie - kochaj mnie". Tam śpiewacie o bardzo dużej ilości miejscowości - czy w którejś z nich jeszcze nie graliście?
Tekst piosenki "W kinie, w Lublinie - kochaj mnie"
O świcie i o zmroku
O świcie i o zmroku
W południe, w nocy o świcie
W Skarżysku i w Sanoku
W Skarżysku i w Sanoku
Ty mnie pokochaj nad życie
W berecie, w czapce, chustce
W berecie, w czapce, chustce
W czapce od stryjka ze Lwowa
Na falochronie w Ustce
Na falochronie w Ustce
Zakochaj we mnie się znowu
Refren:
W kinie, w Lublinie - kochaj mnie
W Kłaju, w tramwaju - kochaj mnie
Nie marudź, nie szlochaj ale z całej siły kochaj
W gminie, w Kętrzynie - kochaj mnie
W metrze i w swetrze - kochaj mnie
Czy miasto czy wiocha ty mnie z całej siły kochaj
W radości no i w smutku
W radości no i w smutku
W radości z ciepłego lata
Na piasku plaży, w Gródku
Na piasku plaży, w Gródku
Kochaj mnie do końca świata
W spokoju oraz w gniewie
W spokoju oraz w gniewie
W spokoju palmowych niedziel
W Marwałdzie i w Gętlewie
W Marwałdzie i w Gętlewie
Kochaj w bogactwie i w biedzie
Jak młody ułan dzielnie
Jak młody ułan dzielnie
Jak wartki na wiosnę strumień
Na nartach wodnych w Mielnie
Na nartach wodnych w Mielnie
Kochaj najmocniej jak umiesz
Latem w przydrożnym rowie
Latem w przydrożnym rowie
Zimą na sankach i nartach
Najmocniej zaś w Krakowie
Najmocniej zaś w Krakowie
Kochaj bom tego jest warta
Janusz: Tak, prawdopodobnie wszędzie tam już zagraliśmy! A propos tych miejscowości: już dochodzą do nas listy z podziękowaniami od burmistrzów różnych miast, dumnych, że taki zespół jak Brathanki o nich śpiewa i dziękują nam. Zbyszek Książek, autor tekstów, który często jeździ do Gętlewa na Mazurach - to taka niewielka miejscowość wypoczynkowa - opowiada, że ostatnio, po tym jak w radiu pojawiła się już nasza piosenka, siedział na imprezie u sołtysa i jak tylko gdzieś leciało "W kinie, w Lublinie..." to radioodbiorniki podkręcano na full! W dodatku nad ranem upojony sołtys stwierdził: "Słuchaj, Zbyszek, nie ma żartów - przechodzimy do historii!". Halinka: Przeżywają tę piosenkę na pewno ludzie, którzy mieszkają w wymienianych w niej miejscowościach i utożsamiają się z utworem. Ostatnio, gdy lecieliśmy z Białegostoku do Krakowa, pilot, który nas przewoził chwalił się, że on jest z Lublina.
- Opowiedzcie o swoich koncertach. Który szczególnie utkwił wam w pamięci?
Halinka: Może ten w Opolu, w zeszłym roku, kiedy ludzie nie chcieli puścić nas ze sceny. Wydaje mi się, że to wydarzenie zostało na długo nie tylko w naszej pamięci, ale i w pamięci widowni, telewidzów, którzy później do nas wydzwaniali mówiąc: "To było istne szaleństwo!" Myślę, że prowadzący koncert także długo tego nie zapomną, ponieważ trochę im to pomieszało plany. Jest to jeden z koncertów, o których na pewno nie zapomnimy. Zdarzały się poza tym różne śmieszne historie np. raz zaczęła się pode mną zapadać podłoga. Pamiętam, że kiedy deski zaczęły się załamywać, panowie stojący za sceną musieli ją jakoś podtrzymywać. Bardzo ich za to podziwiam i dziękuję im, że nosili mój ciężar na własnych plecach! - Powiedzcie, do kogo należy głos, który słychać na początku płyty "Patataj" w tekście "A on tak całował mnie..."
Janusz: To Wujek Staszek Stendalski, prawdziwy wujek Piotrka i Jacka Królika. Wujek mieszka w Mogilanach pod Krakowem. Ma około osiemdziesięciu lat.
Halinka: I jest już w zasadzie wujkiem całego zespołu.
Janusz: Wujek zgodził się wystąpić bez żadnych problemów. Znaliśmy go już wcześniej. Wujek na wszystkich imprezach i biesiadach rodzinnych zawsze występował jako wokalista,
więc jego specyficzny wokal był już nam znany. Chcieliśmy go tutaj pokazać publiczności. Halinka: Tym bardziej, że on uczył się chyba kiedyś śpiewu operowego i nieraz występował w radio. Gdy wchodził do studia nagrywać z nami piosenkę, to mówił: "Co to teraz za technika, kiedyś to się zapalała czerwona lampka, potem się wyłączała, wychodziło się i po robocie..."
- Halinko, teraz w kwestii aparatu nazębnego. Swojego czasu ten aparacik był bardzo kojarzony z tobą i niektórzy zastanawiali się nawet, czy nie jest to część twojego "image'u". Poszedł już w odstawkę, rozumiem więc, że miał chyba funkcję czysto dentystyczną?
Halinka: Tak, ale nadal go mam tylko nikt tego nie widzi. Przez cały rok mam na zębach aparat przyklejony z drugiej strony. Na noc zakładam jeszcze inny, tak że noszę przez cały czas dwa aparaty. Ale nie przeszkadza mi to.
Janusz:
Dbasz o ząbki, generalnie.
- Powiedz co z twoimi studiami. Wiem, że podczas nagrywania poprzedniej płyty kończyłaś etnologię i...
Halinka: ... i nadal kończę. (śmiech) Podczas wakacji mieliśmy kilka dni wolnych i wtedy pojechałam do Czech, aby zrobić badania terenowe. Zrobiłam wszystkie wywiady, zdjęcia. Czekam tylko na moment, gdy będę miała czas, żeby to uporządkować, dokończyć wstęp, napisać zakończenie, podpisać wszystkie zdjęcia...
- Czyli została ci sama końcówka pracy magisterskiej, tak?
Halinka: Jak najbardziej. Przedłużenie terminu mam do listopada tego roku, zobaczymy więc jak będzie..
- Zmieniając temat. Nie boicie się, że skończy się moda na muzykę folkową, na której się dotąd skupialiście?
Halinka: Wiesz, my tak do końca nigdy nie podpisywaliśmy się pod tym, że jesteśmy zespołem folkowym. Bazą naszej muzyki jest faktycznie muzyka folkowa czy raczej ludowa linia melodyczna, ale poza tym wszystkie aranżacje są już współczesne i dosyć daleko odbiegają od folku. Tak więc absolutnie nie zamykamy się w tej jednej dziedzinie muzycznej... Moda przemija, ale jeżeli nasza muzyka będzie wystarczająco porywająca, zawsze będą ludzie powracający do niej. - W utworze "Moje uda, moje oczy" brzmisz jak Justyna Steczkowska. Czy twórczość którejś z wokalistek w Polsce jest dla ciebie inspirująca?
Skład zespołu Brathanki:
Halina Mlynkova - wokal
Janusz Mus - akordeon
Stefan Błaszczyński - flet
Adam Prucnal - skrzypce
Jacek Królik - gitara
Grzegorz Piętak - bas
Piotr Królik - perkusja
Halinka:
Podziwiam wiele polskich wokalistek, ponieważ tworzą piękną muzykę i jeszcze potrafią połączyć życie prywatne z życiem zawodowym. Są to Ania Jopek, Justyna Steczkowska, Edyta Górniak, która dąży wytrwale do swojego celu i reprezentuje Polskę w innych krajach Europy i nie tylko. Maryla Rodowicz już od tylu lat bawi publiczność i cały czas nawiązuje kontakty z różnymi krajami, także z Czechami. Nie wzoruję się jednak na nikim i nigdy nie miałam takich ciągotek. Wydaje mi się, że każdy człowiek jest niepowtarzalny i odtwarzanie kogoś innego do niczego dobrego nie prowadzi. Porównanie do Justyny bardzo mnie zaskoczyło, tym bardziej, że ma ona bardzo oryginalny głos i nigdy bym nie pomyślała, że kiedyś uda mi się taka sztuka! - Nie inspirowałaś się, przyznaj się?!
Halinka: Nie, absolutnie nie. Muszę się przyznać, że ja do tej pory nie słuchałam za wiele polskiej muzyki. Dochodziły do mnie tylko różne głosy z radia. To, że zaczęłam rozpoznawać głosy polskich wokalistek zawdzięczam Cecylii i Magdzie Steczkowskim oraz chłopcom z zespołu. Kiedy słyszałam coś ciekawego w radiu, od razu pytałam ich, kto to śpiewa. Wcześniej słuchałam trochę innej muzyki. Ponieważ byłam bardziej związana z Czechami, słuchałam muzyki czeskiej. Dopiero niedawno poznałam polskie wokalistki... - Czy na płycie "Patataj" znajdują się utwory, które są wam szczególnie bliskie, o których chcielibyście opowiedzieć?
Halinka:
Jest jeden taki utwór. Jego kompozytorem jest świętej pamięci profesor Stanisław Hadyna, założyciel zespołu Śląsk. Zagraliśmy jego utwór "Ondraszek". W naszej wersji jest to przepiękna piosenka, taka modlitwa o górach. Myślę, że wszyscy możemy uznać ją za jedną z faworytek na tej płycie.
Janusz: Na uwagę zasługuje także utwór Ferenca Sebö. Jest on dla nas bardzo ciepłym utworem, chociażby z tego względu, że nastąpiło faktycznie zbratanie się i zintegrowanie właśnie z
Ferencem. - Jaki jest jego tytuł?
Halinka: "Zawsze może być przecież gorzej". Myślę, że jeszcze zachwyci wszystkich utwór Franka Zappy. Co ciekawe, ten utwór idealnie pasuje do Brathanków. Chłopcy tak pięknie go zagrali, że pewnie wiele osób będzie bardzo zaskoczonych. Podejrzewam, że wielu instrumentalistów, którzy próbowali zagrać ten utwór, miało z tym kłopoty.
Janusz: No, Halinko, już nie przesadzaj...
Halinka: Jest naprawdę wspaniały i każdy to zauważa.
Janusz: Nie znasz polskich instrumentalistów!
Rozmawiał
Maciek Rychlicki
Koper (Anethum graveolens) Nasiona i liście używane są przede wszystkim do potraw z ryb. W skandynawskich domach zawsze znajduje się na stole. Ziarnka kopru, umieszczone w butelce z oliwą lub octem winnym, nadają im delikatnego aromatu, natomiast listki są idealne do łaskotania stóp.