"To publiczność zrobiła ze mnie gwiazdę - wyznała przed laty najseksowniejsza blondynka Hollywood, Marilyn Monroe. - Jeśli w ogóle nią jestem - publiczność, nie wytwórnia ani żadna pojedyncza osoba... publiczność".
Marilyn kochała być gwiazdą. Miała swój niepowtarzalny styl, podobnie jak wiele polskich gwiazd. Fakt, że goszczą na co dzień na okładkach kolorowych magazynów i nierzadko dają powody do skandali sprawia, że publiczność za nimi szaleje. Gdziekolwiek się pojawiają, przyciągają spragnionych ich zmysłowego wyglądu wielbicieli. Sława daje im poczucie szczęścia.
Bukiety kwiatów w teatralnej garderobie, uwodzicielskie bileciki i listy od wielbicieli potwierdzają tylko, że nasi bohaterowie dokonali słusznego wyboru. Oni sami, jeśli czegoś w życiu są pewni, to właśnie tego, że chcą grać. Przyznają, że nie uciekają od popularności, ale też nie gonią za nią na siłę. - Chodzi o to, żeby nie zatracić w sobie magii wpisanej w ten zawód. To, że mogę grać, a ludzie chcą na mnie patrzeć, jest wielką przyjemnością. Ta praca daje mi poczucie wolności. Robię to, co lubię. A kiedy kocha się to, co się robi, to tak jakby się nigdy nie pracowało. Popularność jest słodka. Spotykają mnie od ludzi wyłącznie ciepłe słowa i dopingują do tego, żeby iść dalej - mówi
EDYTA OLSZÓWKA.
Także dla innej młodej aktorki -
OLI WOŹNIAK - znanej bardziej jako policjantka Kasia z serialu "13 posterunek", największym dowodem uznania są ciepłe słowa słyszane od ludzi na ulicy. - Siedziałam niedawno u fryzjera. Nakryta folią, pod olbrzymią suszarką i nawet sama siebie z trudem poznawałam. Nagle do salonu weszła mała dziewczynka i zobaczyła moje odbicie w lustrze. Łzy stanęły jej w oczach. Zaczęła płakać. Mówiła, że nie wierzy, że mnie widzi. Czy można otrzymać piękniejszy prezent niż wzruszenie małej dziewczynki na swój widok?
HANKA BIELICKA, gdziekolwiek się pojawia, tradycyjnie otrzymuje przeróżne kapelusze. Niedawno dostała kapelusz ozdobiony sztucznymi owocami, innym razem maleńki kapelusik umieszczony w bukiecie kwiatów. Kiedyś panie z Koła Gospodyń Wiejskich podarowały jej haftowane chustki. Zdarzają się również prezenty słodkie, w postaci ciasta czy czekoladek.
O tym, co znajduje w swojej garderobie mógłby opowiadać bez końca
MICHAŁ BAJOR. Oczarowane głosem piosenkarza dziewczyny przynoszą do teatru przytulanki, maskotki. Życzliwi ludzie przysyłają kwiaty z ciekawymi bilecikami. - Otrzymuję dużą korespondencję, pocztówki z pozdrowieniami, wiersze, wyznania miłosne. Od pewnej dziewczyny dostaję niezwykle wzruszające prezenty, w postaci... poduszek. Cały pokój usłany mam poduszkami z wyhaftowanymi słowami swoich piosenek. Im dłuższa piosenka, tym więcej poduszek.
Zapytana o nietypowe podarunki
KATARZYNA SKRZYNECKA przyznaje, że najczęściej otrzymuje maskotki. Czasami zdarzają się jednak rodzynki wśród góry pluszowych zabawek. - Najbardziej zafascynowała mnie przepiękna maska z Wenecji, specjalnie dla mnie przywieziona. Ludzie przynoszą mi również muszle znad morza z najdalszych zakątków świata oraz kamienie szczęścia. Wierzę, że to ich moc właśnie postawiła mnie tak szybko na nogi, po niefortunnym upadku z konia.
Paczki żywnościowe, papier toaletowy, proszek do prania i inne produkty pierwszej potrzeby. Takie rarytasy w ciężkich czasach otrzymywała aktorka teatru Starego w Krakowie,
ANNA DYMNA. Teraz, oprócz góry pluszaków, znajduje w teatrze muszelki, obrazy, wiersze. Kiedyś dostała w prezencie pieprz i sól w solniczkach w kształcie pomidora.
- Najbardziej nietypowym i praktycznym upominkiem, jaki kiedykolwiek otrzymałam od moich wielbicieli były grzybki marynowane w słoiku oraz sznur grzybków suszonych, które uwielbiam - wspomina.
Swego czasu powody do niepokoju miała tancerka, aktorka i piosenkarka
EWA KUKLIŃSKA. A wszystko przez żywe zwierzątka - psy i koty - które przynosiły jej do domu dzieciaki z sąsiedztwa. Na początku myślała, że sobie poradzi. - Jednak nie mogliśmy wzajemnie się przystosować. W ten sposób kolejne stworzenia oddawałam pod opiekę rodzicom. Ale na ogół dostaję maskotki.
- Dostałam kiedyś... - szuka w pamięci aktorka
MAŁGORZATA POTOCKA - ...wiem! Słonia większego ode mnie. Stanął przede mną na scenie, a ja otworzyłam usta ze zdziwienia. Wiem, że był robiony na zamówienie. Pochodził prosto z fabryki zabawek. Żartuję, że był jeszcze ciepły, kiedy jechał do domu. Transportował go specjalnie wynajęty do tego wan. Na szczęście miałam wówczas 22 pokoje, więc mój gigant miał gdzie żyć. Był niesamowity, naprawdę.
- Wyszukane prezenty? To niestety domena kobiet. Tylko one są zdolne do takich rzeczy. Przysyłają wiersze, opowiadania, obrazy, a nawet rzeźby. Niedawno dostałam aparat telefoniczny w kształcie motoru marki Harley Davidson. Kiedy dzwoni, nie tylko miga światłami, ale również wydaje z siebie ten charakterystyczny dźwięk silnika. Faceci idą po najprostszej linii i kupują kwiaty. W jednym z takich bukietów znalazłam bilecik, na którym było napisane: "Nie znalazłem godnych Pani brylantów". Tym sposobem minęły bezpowrotnie czasy brylantów w bukietach kwiatów. A szkoda, bo brylanty są najlepszym przyjacielem każdej kobiety - kwituje
DOROTA STALIŃSKA.
Gwiazda teatru Studio Buffo, KATARZYNA GRONIEC, w pamięci ma pewną fotografię. - Dostałam ją od pana, który chciał się ze mną umówić, a nawet chyba coś więcej. Może nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że owo matrymonialne zdjęcie pochodziło sprzed dwudziestu lat, z czasów kiedy ja byłam jeszcze dzieckiem - wyjaśnia. - On był już dojrzałym mężczyzną. Miał burzę rozwianych włosów na głowie i sumiaste wąsy. Super! Takich zdjęć już dzisiaj się nie robi.
W okresie stanu wojennego także znakomity aktor, EMILIAN KAMIŃSKI, odbierał na portierni wielkie torby z czekoladami i puszkami konserw. - Ludzie dbali o moją formę - żartuje dzisiaj.
Kiedy grał Janosika w sztuce "Na szkle malowane", grupa pielęgniarek podarowała mu własnoręcznie malowanego na szkle Harnasia. Natomiast po przestawieniu "Śpiewnika domowego", widzowie usypali wszystkim aktorom na proscenium półtorametrowej wysokości wał z kwiatów i nagrodzili taką burzą oklasków, że ich odgłos słyszy do dziś.
ELŻBIETA ZAJĄCÓWNA przyznaje, że zdarzają się piękne chwile, dla których warto uprawiać zawód artysty. Z przejęciem w głosie opowiadała, jak w Australii otrzymała od starszej pani suknię wieczorową. - To było niesamowite i wzruszające przeżycie. Po jednym z występów przyszła do garderoby pani i poprosiła, żebym przyjęła od niej sukienkę. Mówiła, że wprawdzie kupiła ją dla córki, młodej dziewczyny, ale kiedy zobaczyła mnie na scenie wiedziała, że musi mi ją podarować. A suknia rzeczywiście była przepiękna, markowa. Przejechała tam i z powrotem szmat drogi. Kiedy ponownie, już z sukienką, zapukała do moich drzwi w hotelu, było dobrze po północy.
Beata Banasiewicz
|